Start Start Filmy Ogłoszenia Skutery Motocykle Imprezy Kontakt Słowniczek Literatura
Login:
Hasło:
Hasło
Zasysacz Relacje Odzież Części Akcesoria Wywiady Testy Ciekawostki Motorady Galeria
Szukaj:
Słowniczek
Stunt? Tak stunt!

W dzisiejszych czasach stunt jest bardzo popularny. Wielu motocyklistów łapie tego bakcyla, a imprezy przyciągają całe rzesze widzów. Ale dlaczego? Co jest w tym takiego ekscytującego? Na to pytanie i kilka innych postaram się wam zaraz odpowiedzieć.

Zacznę od wyjaśnienia samego słowa, choć pewnie zdecydowana większość czytających wie o co chodzi. Stunt jest to najprościej mowiąc (ort!), jazda na przednim lub tylnym kole, podczas której wykonuje się najróżniejsze ewolucje. Jeszcze nie tak dawno, triki takie jak wolna guma (podstawa, bez której ani rusz) spreader (jazda na baku z jak najbardziej rozszerzonymi nogami), high chair (jazda z nogami przełożonymi przez kierownicę), stoppie 180 (także i 360!) stopni (zawrócenie motocyklem jadąc na przednim kole) czy też circles (cyrkle-kręcenie się w kółko na tylnym kole) należały do najtrudniejszych. Dziś jest to już niezbędne minimum, które każdy szanujący się stunter powinien umieć.

Kiedy narodził się stunt? Dokładnej daty nie ma. Na dobre zaczął rozwijać się w drugiej połowie lat 90 zeszłego wieku po drugiej stronie oceanu. To właśnie Amerykanie byli prekursorami wyczynowej jazdy na motocyklu. Do dziś wspominam czasy kiedy z niedowierzaniem oglądałem takie produkcje jak „Urban Street Bike Warriors”, „Servin it up” lub „Las Vegas Extremes”. Było tam wszystko-od szybkich i wolnych gum w najróżniejszych odsłonach po groźnie wyglądające upadki. Włosy na plecach stawały dęba, podobnie jak ich maszyny.

Skąd wziął się stunt? Odpowiedź na to pytanie jest prosta-z nudów. To właśnie znudzeni motocykliści postanowili urozmaicić sobie życie, zaczynając jeździć na jednym kole. Wszystko zaczęło się na ulicy i do tej pory niektórzy wyznają zasadę, że prawdziwy stunt jest tylko na ulicy. Jednak nie jest to bezpieczny sport o czym zapewne wielu przekonało się na własnej skórze. Dlatego taka jazda na dłuższą metę jest sporym ryzykiem, bo narażamy nie tylko siebie, ale i innych uczestników ruchu. Dziś na szczęście większość trenuje na dużych i pustych parkingach lotniskach lub innych tego rodzaju placach.

Dla kogo jest stunt? Czy dla każdego, dla Ciebie? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Wiadomym jest, że nie wszyscy mają ( do tego predyspozycje. Jednak przy odrobinie zaparcia ( może lepiej samozaparcia!) można nauczyć się i tego. Nie jest to proste, łatwe i przyjemne. Przynajmniej na początku. Zanim nauczymy się kontrolować motocykl, aby jechać na gumie tyle, ile chcemy, upłynie sporo wody w Wiśle. A raczej spalimy sporo benzyny. Co się z tym wiąże, nie jest to tanie hobby. Chociaż do samej nauki można kupić sprzęt już za ok. 4-5 tys. zł. to dochodzą jeszcze koszty przeróbek i utrzymania samego motocykla, częstsza wymiana oleju, opon (jeśli chcemy je niemiłosiernie palić), rożnego rodzaju naprawy poglebowe w postaci połamanych czy pogiętych setów, podnóżków, klamek, kierownic, dźwigni, klatek na silnik itd. Sam silnik też wymaga przeróbek, które na szczęście nie są aż tak drogie. Jedno jest pewne-każda złotówka zainwestowana w osprzęt potrzebny do stuntu na pewno „zwróci się” nam (nam się zwróci!). Będziemy mogli być trochę spokojniejsi o naszego pupila. Nie jest to także bezpieczny sport. Z samą nauką różnie bywa. Jednym przychodzi to lekko, a innym ciężko. Jedno jest pewne-nie ma co za wszelką cenę próbować, jeśli nam nie wychodzi. Prędzej zaliczymy glebę, niż pojedziemy na gumie. W każdym przypadku wskazany jest zdrowy rozsądek i odrobina chłodnej oceny własnych możliwości. A same gleby są, niestety, nieuniknione. Prędzej czy później czeka to każdego, kto próbuje swoich sił.

Ponawiając tytułowe pytanie-dlaczego stunt jest tak popularny? Bo jest widowiskowy. Bo jest ryzykowny. Wreszcie, bo jest niesamowicie wciągający. Mówię to, ponieważ sam próbuję swoich sił. Daje mi to i myślę, ze niejednemu, sporą dawkę adrenaliny ( spróbuj napisać to inaczej na początek napisz co daje Ci stunt a potem możesz napisać, że myślisz, że stunt innym też dostarcza emocji) i przyjemności płynącej z pokonywania własnych strachów i barier. Stunt na pewno nie zginie w podziemiu. Będzie się rozwijał, ( kropka nowe zdanie) będzie przybywało chętnych to trenowania, do startowania w zawodach, ( kropka nowe zdanie ) stanie się komercyjny. To jest pewne. Zastanawiam się jeszcze nad jednym. Wymyślono już naprawdę dużo. Bardzo dużo. I tak nasuwa mi się jedno pytanie, które jest bez odpowiedzi. Patrząc dziś na poziom jazdy czołowych zawodn)ików, powoli przestaje to mieścić się w głowie. I myślę sobie-kiedy będzie (może lepiej nastanie:D, albo kiedy osiągniem kres możliwości ludzkich jak i samych motocykli?

Data: 26.08.2009, 00:27


[ dodawanie komentarzy możliwe po zalogowaniu ]

Brak komentarzy...